Porozmawiajmy o kasie

Kasa, czy jak kto woli – forsa jest tematem mało eleganckim, o którym nie lubimy rozmawiać. Ponoć gentlemani nie rozmawiają o niej nigdy.  Jednak to przez pieniądze powstaje zdecydowana większość spięć w rodzinach, związkach i między przyjaciółmi. Brzmi abstrakcyjne? Uważasz, że akurat Ciebie to nie dotyczy? No to poczytaj.

Pożycz stówę do pierwszego!

Nie lubimy mówić o zarobkach, pieniądzach, a także ich pożyczać. Nie przyznajemy się, gdy ich nam brakuje, ani gdy mamy nadwyżkę. Kasa jest traktowana w naszej kulturze jako coś wręcz wstydliwego; pytania o zarobki są uważane za brak kultury, choć (co bardzo ciekawe) spora ilość osób pobierających wszelkie socjale często mówi o nich otwarcie. Wydawałoby się, że w takim razie, każdy skrzętnie pilnuje swoich finansów i uważa, aby ani nikomu zbytnio „nie wisieć”, ani żeby nikt nie wisiał nam. Okazuje się, że nic bardziej mylnego; forsa nas dzieli na równi z poglądami politycznymi i potrafi zakończyć wieloletnie przyjaźnie. Bo ktoś nie oddał albo nie pożyczył. Bo ja mam honor i nie będę się pięć razy o swoje upominał.  Założę się, że każdy z czytelników miał w życiu przynajmniej jedną akcję, w której forsa zagrała pierwsze skrzypce, choć nie powinna. Każdy ma (lub miał) znajomego, który ciagle coś kombinuje z pieniędzmi. Tajemniczo mu uciekają, ratuje umierające ciocie przed biedą, oszukują go w pracy i naciągają w barach. Taki biedaczek zawsze będzie Ci tłumaczył, że on dzisiaj nie ma, ale jak mu pożyczysz pięć dych, a on Ci kiedyś oddał dwie, to znaczy, że niemal jesteśmy kwita i chodźmy na piwo. Ty stawiasz.

 

Rodzaje konfliktów o kasę

Po intensywnych obserwacjach, myślę, że problemy w relacjach związane z pieniędzmi można podzielić na kilka grup. Oto one:

  1. Kumpel – gdy chce pożyczyć tę przysłowiową stówę, wydzwania jak stalker pół dnia, zostawia wiadomość na fejsie i skrzynce. Gdy chcesz ów stówę odzyskać, topi mu się telefon w kiblu, matka choruje, on to kiedyś wyjaśni, ale teraz musisz mu wybaczyć. Jeszcze lepiej, jak unikając kontaktu chleje i bawi się w najlepsze; w taki sposób potrafia się rozpaść długoletnie przyjaźnie. Są też tacy, co tajemniczo zapominają portfeli i kar płatniczych w strategicznych momentach, np. gdy ochroniarz w wejściu do klubu żąda zapłaty za Wasze wejście. 40 minut na to czekaliście w kolejce, więc co – nie zapłacisz za niego lub za nią? Tacy ludzie potrafią się zdematerializować, gdy przychodzi dostawca ze wspólnie zamawianą pizza, lecz nie martw się – na jej krojenie powróci.
  2. Dziewczyna – są laski, która uważają, że postawienie im obiadu, kawy czy drinka jest oczywistością i obowiązkiem mężczyzny. To im się po prostu należy i są tego warte (L’Oreal Pari etc.). W naszej kulturze jest przyjęte, że to facet płaci na randce, lecz jestem za zasadą wzajemności – uważam, że też należy czasem zaprosić jego, lub  następnym razem, w ramach podziękowania zaprosić na samodzielnie przygotowany obiad. Gdy koleś odkryje, że jest skarbonką, ucieknie jak najdalej lub zwęszy w tym interes z serii wymiana dóbr i usług. No chyba, że właśnie tak chcesz być traktowana..?
  3. Chłopak – można spotkać wielu facetów, którzy za cel swojego życia obrali pilnowanie, by nikt nie dostał (w sumie nie wydębił) od nich czasem ani grosza. Taki, w ramach randek uparcie chce ganiać po parkach i skwerkach (bo są za darmo), z przerażeniem odmówi wejścia do kawiarni, bo kawę to on ma w domu i to taniej, na dodatek będzie w kółko powtarzał, że on się wykorzystać nie da. Jeśli już na początku znajomości facetowi szkoda 9 złotych na kawę, to dalej będzie tylko gorzej. Znam kolesi, którzy mieszkając ze swoimi dziewczynami, chcą od nich zwrotu 4.82 za kostkę masła (on wziąłby tańszy zamiennik, ale skoro ona chce jakieś luksusy, to niech sama sobie zapłaci).
  4. Rodzina – najbardziej kontrowersyjna i najgorsza grupa do ułożenia. Kochamy się i szanujemy, spotykamy na Wigilii i składamy życzenia. Do czasu – niech jeden dostanie spadek, a reszta nie. Ci cywilizowani, blisko spokrewnieni ludzie potrafią natychmiast skoczyć sobie do gardeł. Każdy wie lepiej, co się komu bardziej należy. Okazje typu wesela, czy komunie to tez często jedno wielkie pole minowe, okazja to wymuszania kasy. Skoro on ma, to mógłby dać więcej! Własnej chrześnicy nie kupisz?! A kuzynce z Płocka to dali lepszy prezent!

 

Chciałabym, żeby takie sytuacje nie miały miejsca, ale jak mawia klasyk – życia nie oszukam. Mogę konsekwentnie od nikogo nie brać forsy, a drobne, których zabrakło na kino odsyłać natychmiast drugiego dnia przelewem, lecz nie uchroni mnie to przed tymi, którzy od miesiąca nie odbierają moich telefonów. Widocznie niektóre znajomości są faktycznie warte kilka stów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *