On się musi wyszaleć, ale Ty nie jesteś już taka młoda! – związkowe dramaciki

Która z nas nie usłyszała chociaż raz od swojej matki, babki, ciotki (niepotrzebne skreślić), że nie jest już najmłodsza i czas się ustatkować? Ile z nas wysłuchuje tego regularnie? Gorzej, jeśli zamiast  ignorować chwilową irytację niszczymy sobie życie w obawie, że goni nas „termin ważności”

Już na Ciebie czas, zepsujesz się jak mleko bez lodówki

Od około 21 roku życia zaczęłam wysłuchiwać pytań kiedy KOGOŚ spotkam i zacznę układać sobie życie. Gdy skończyłam studia, pytania te zmieniły się w listę mało przyjemnych uwag. Okazuje się, że w XXI wieku nadal pokutuje przekonanie, że kobieta ma określony czas przydatności, po którym przestaje być pełnowartościowa. Najbliższe osoby w postaci matki, babci i ciotek z troską i wytrwale informowały mnie, że:

  • młodsza nie będę (no shit, Sherlock)
  • za chwilę przyjdzie na mnie czas
  • to już nie czas na szaleństwa
  • one  w moim wieku miały pozakładane rodziny
  • mężczyźni wolą młodsze
  • im więcej lat, tym ciężej o dziecko
  • kiedyś panny młode naprawdę były młode

Okazuje się, że gdy już kogoś poznamy i zaczynamy tworzyć związek, otoczenie wcale nie czuje się uspokojone. Skoro poznałaś, złapałaś faceta, teraz trzeba go usidlić. Na wyścigi, bo za rogiem czekają młodsze i jędrniejsze. Kiedy on się zadeklaruje? Postaw mu ultimatum. Kup poradnik, który opisuje, jak to sprawnie zrobić. Dobrze mu gotuj. To będzie ten pierścionek, czy nie?

Presja czasu

Presja czasu ze strony całego otoczenia, w tym najbliższych osób staje się nie do zniesienia. Negują nie tylko nasze związki ale całą naszą wartość patrząc jedynie przez pryzmat kawałka złota na palcu, który ma mieć kurewsko bajeczną moc odmieniania życia na lepsze.  To matki najbardziej wpędzają nas w kompleksy i przerażenie, że dobijamy trzydziestki, a partner nie traktuje nas poważnie bo się nie zadeklarował.

Można mieć silną psychę i wiele rzeczy w dupie, lecz kontekst kulturowy, w jakim się jest chowanym i dorasta zostawia w nas ślad na zawsze. A jak się wychowuje dziewczynki?

W przekonaniu, że ślub będzie najpiękniejszy m dniem ich życia. Od dzieciństwa puszcza nam się bajki, w których księżniczki czekają na rycerza/księcia, a gdy go znajdą, bajka się kończy, bo co tu jeszcze dodawać – ma chłopa to ma sens życia. Te księżniczki są zawsze bierne, bezwolne i posłuszne jak owce prowadzone na rzeź.

Potem, dorastając nieustannie słyszymy, że jeśli chłopak nas odprowadzi, to możemy wrócić do domu później. Że kiedyś znajdziemy faceta to on o nas zadba. Że musisz mieć męża, co dużo zarabia (jakbyś sama nie mogła).

Później nieustanne: masz już kogoś? czy to ten właściwy? czy to ten jedyny? czy jesteś dla niego dobra? czy na pewno Cie chce? Nikt nie zapyta, czy to Ty go chcesz.

BTW – historia z życia wzięta: dziewczyna rzuciła kolesia, który nie pracował, pił, zaczął ćpać i oszukiwał równo. Powiedziała o tym babci. Co ona na to? „To co TY MU zrobiłaś, że Ci podziękował?”. Pięknie.

Jemu wolno wszystko

W tym samym czasie, dorastający chłopcy szaleją ile wlezie, bo im wolno. Obojętnie, czy mówimy o alkoholowych ekscesach, demolce, wyrzuceniu ze studiów, zaliczaniu panienek, czy robieniu długów – on jest młody i MUSI, MA PRAWO popełniać błędy, kombinować i nie martwić się zbytnio o konsekwencje. Większość matek usprawiedliwia takie wybryki u swoich synalków, nie widząc kompletnie korelacji tego braku krytycyzmu z własnymi problemami sprzed kilku lat.

Co ciekawe, panowie są młodzi długie lata. Trzydziestolatek jest młody i ma prawo szaleć. Czterdziestolatek jest nadal młody i nie musi się przejmować. Jeśli nikogo nie mają? Widocznie żadna im nie przypasowała.

Żaden mężczyzna nie wysłuchuje od rodziny, że nie jest już najmłodszy, że za chwile żadna go nie zechce i że będzie miał nieświeże jajka. Żadnemu się nie wmawia, że stały związek/ślub magicznie zmieni jego życie.

I tu dochodzimy to sedna…

Gdy oczekiwania się rozmijają

A rozmijają się nad wyraz często. Jak przebiega standardowy dramacik większości par?

  1. Są razem około 2 lat i dobrze im się układa. Ona zaczyna myśleć o przyszłości.
  2. On uważa, że jest dobrze, tak jak jest i na chuj to zmieniać.
  3. Ona zaczyna sugerować, że zegar bije, czas leci, ktośtam się ożenił, on nie rozumie i nie reaguje.
  4. Ona zaczyna mówić wprost, że lata jej lecą i ma dość czucia się niepewnie i czekania – i tu się zaczynają jaja.

Bo facet najchętniej nic by nadal nie zmieniał. Dla większości to za wcześnie, bo zawsze, nawet za 15 lat będzie to dla niego za wcześnie. Nasłuchał się, że dziewczyny bo ślubach ścinają włosy na krótko i nie chcą dawać dupy albo że kolega już nie chodzi chlać bo żona mu zakazuje. Bo miał wredną matkę albo chciałby żyć z nadzieją, że któregoś dnia top-modelka zaciągnie go do łózka.  W takiej sytuacji wielu mężczyzn gra na czas. Udają, że rozumieją powagę sytuacji i sugerują rychłe zaręczyny. One jednak wcale nie mają nastąpić. To próba udobruchania partnerki i „kupienia” sobie więcej czasu na opracowanie planu B. Druga grupa jest jeszcze ciekawsza – zdarzają się tacy, którzy oświadczają się dla świętego spokoju i nie zamierzają nigdy związku sfinalizować.

Dla kobiet oba te przypadki stanowią najgorszy rodzaj kłamstwa, zniewagi i świństwa w jednym. Kobieta może wybaczyć zdradę, pijaństwo, niezaradność, chamstwo ale zwodzenia obietnicą wspólnego życia – nigdy.

Gdy się połapie, że coś takiego ma miejsce, w większości wypadków odejdzie natychmiast i z hukiem (te bardziej narwane mogą się dodatkowo mścić).

Bo dla większości kobiet związek, który nie prowadzi do ustatkowania się jest jałową stratą czasu, energii i cennych lat życia. Niestety, w taki sposób jesteśmy wszystkie chowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *