Nie i ch**!

Czyli kilka słów o asertywności, a raczej jej braku – bo to on niejednokrotnie komplikuje nam życie. Dlaczego nie potrafimy po prostu odmówić? Czy świat się zawali, jeli nauczymy się używać słowa „nie” bez jakiegokolwiek poczucia winy? Jak zacząć?

Nie bo nie

Wiele osób ma problem z grzecznym, lecz stanowczym wyrażeniem swojego sprzeciwu. Kwestia ta w ogromnej części dotyczy kobiet – panów jakoś mniej. Oprócz tych, którzy mieli bardzo dominujące matki i od dzieciństwa są zahukani, problem właściwie nie występuje. Facet odmówi lub zignoruje. Powie kumplowi „stary nie dzisiaj”, a szefowi „tego nie da się zrobić”. Nawet Ci słabsi, poddający się woli silnych kobiet potrafią czasem wyrazić swój opór przez chociażby zaniechanie pewnych czynności.

Tymczasem nasze koleżanki, siostry, matki i my same mamy z tym spory problem. Mówimy komuś „nie”, a potem myślimy, dlaczego tak naprawdę to zrobiłyśmy. Skąd się to bierze? Oczywiście z określonego modelu wychowania. Od małego jesteśmy uczone, że dziewczynka jest miła (to najważniejsze!), posłuszna i małomówna. To nie sprzyja wykształceniu asertywności.  Dziewczynki tak nie mówią. Dziewczynki się nie złoszczą.  Z biegiem lat jest jeszcze lepiej; wmawia nam się, że objawy natręctwa lub przemocy to komplementy i chęć zaprzyjaźnienia się. On Cię nie przezywa/obraża, on się z Tobą droczy. No dlaczego nie chcesz z nim iść? Nie lubisz cioci?Nie wolno tak mówić. Dziewczynce nie przystoi.

Chłoniemy to latami, buntując się od okazji do okazji lub często i wyraźnie, lecz w jakimś stopniu to w nas zostaje. Ciężko nam powiedzieć „nie zrobię tego, bo już jestem zmęczona”. Albo zwyczajnie „nie, dziękuję”. Czy naprawdę muszę się tłumaczyć, dlaczego czegoś nie chcę?

Odmawiając czujemy wyrzuty sumienia. Bo co? Bo nie spełniłyśmy czyiś życzeń lub oczekiwań?

Gdy zgadzamy się na coś „dla świętego spokoju” też czujemy wyrzuty sumienia – tym razem wobec siebie, więc bardziej sensowne.

Tymczasem, nikt nie potrafi wyjaśnić, w jaki sposób świat ma się stać lepszym miejscem jeśli ludzie stale będą robić rzeczy, których nie chcą w imię bliżej nieznanej zasady.

Grzeczni i zniewoleni

  • Gdy opowiadałam znajomym, jak wspaniale spędziliśmy święta (w dwójkę, we własnym domu, mając barszcz i sashimi, bez choinek i karpi) wszyscy komentują „ojej, jak fajnie, tez bym tak chciał”. A dlaczego tak nie zrobisz? No bo nie znasz mojej rodziny , bo tak nie można, bo ktośtam się obrazi. Dorośli, samodzielni ludzie spędzają zatem świąteczne dni robiąc rzeczy, których nie lubią, przypłacają to łykaniem leków uspakajających przez cały grudzień i marzą o powrocie do pracy, byleby tylko się wyrwać. Po co? Bo trzeba. Jedna z moich znajomych w tym roku zerwała z taką rutyną i wybrała się na Bałkany. Co się stało w tym czasie z jej rodziną? Oczywiście wszyscy żyją i świat im się nie zawalił.
  • Podobnie wygląda 3/4 historii na temat organizacji ślubów i wesel. Zatwardziali ateiści nagle biegają na nauki przedmałżeńskie, jednocześnie przeklinając je bardzo rozbudowanym zestawem bluzg. Bo mama chce ślub w kościele. Kto kurwa bierze ten ślub? Moja szwagierka ostatnio powiedziała, że żałuje swojego wesela, bo organizowała je pół roku, a jedyne, co pamięta to okropne zmęczenie. Trzeba było zrobić grilla i zaprosić przyjaciół, nawet tak chciała, ale jej rodzice się nie zgodzili. Dzień ślubu jest potocznie nazywany najważniejszym dniem życia, a nie potrafimy o niego zawalczyć, aby to były nasze pomysły i wspomnienia.
  • Gdy ktoś organizuje grilla lub imprezę, niemal pewne jest, że przynajmniej jedna osoba spyta, czy może przyjść ze swoimi znajomymi. O ile w przypadku imprez na powietrzu jestem to w stanie w jakiś sposób zrozumieć, to wciskanie na siłę am za brak dobrych manier. Ale kto potrafi odmówić? Kto potrafi asertywnie powiedzieć „nie, nie przyprowadzaj ich proszę do mojego domu”? Wyjątki można policzyć na palcach, mimo, że mój dom jest moim zamkiem.

To przykłady bardzo ogólne. Jak wspomniałam, problem braku asertywności dotyczy głównie kobiet, dlatego raz na zawsze zapamiętaj, że:

  • nie jesteś „kapitałem opiekuńczym” wbrew temu, co pierdolą w TV Trwam i nie masz obowiązku zajmować się charytatywnie nikim oprócz własnych nieletnich dzieci. Warto pomagać, jasne – ale gdy chcesz, anie gdy jesteś przymuszana.
  • upominanie się o swoje prawa jest zdrowym i godnym pochwały odruchem.
  • cmentarze są pełne ludzi rzekomo niezastąpionych. Nie spiesz się, żeby do nich dołączyć.
  • za wypruwanie sobie żył w czyimś interesie nikt jeszcze nie został zbawiony
  • ludzie to w większości niewdzięczni gnoje, więc nie doczekasz się poklasku za żadne poświęcenie
  • cierpienie nie uszlachetnia, tylko niszczy
  • i ostatnie – masz jedno życie, nie daj innym go zepsuć

 

Bycie asertywnym nie oznacza bycia niegrzecznym. Wszystkiego można odmówić grzecznie. Można nawet dodać jakieś rozwinięcie, w stylu „nie chcę Cię urazić, ale nie”. Nie masz obowiązku tłumaczyć, dlaczego nie. Masz prawo zwyczajnie nie mieć ochoty lub kogoś nie lubić. Grzeczność i dobre wychowanie nie stawia Cię w pozycji ofiary, która bezwolnie zgadza się na wszystko, czego chce otoczenie.

A co najważniejsze – nikt z nas nie jest pępkiem świata, ani jego zbawicielem. Obojętnie, co postanowisz, ten świat będzie trwał dalej. Dlatego zamiast kolejny raz przeklinać samego siebie za brak jaj, odmawiaj wszystkim propozycjom, które są wkurwiające, bezsensowne lub mają znamiona wykorzystywania i w końcu zacznij żyć, jak chcesz.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *