#metoo

Przez portale społecznościowe toczy się akcja #metoo (#jateż), która jest odzewem na Hollywódzki skandal związany z wieloletnim molestowaniem aktorek przez wpływowego producenta filmowego. Akcja ma na celu pokazanie, jak ogromna jest skala tego zjawiska. Dołączyłam do niej bo ja też mam dosyć milczenia i udawania, że nachalne obłapianie to komplement.

To zdarza się wszędzie

W komunikacji publicznej, dyskotece, szkole, miejscu pracy, w domu, na ulicy – praktycznie wszędzie. Moja historia (niestety nie jedna) przydarzyła się na przystanku tramwajowym o 9 rano. Straszliwie pijany facet z butelka jabola w ręku zaczepiał wszystkich, w tym mnie. Chodził za mną, zagadywał, łapał z aramię i za ręcę. Tak, mówiłam stanowczo “proszę odejść”, a później “odczep się zboczeńcu, ratunku”. Nie, nikt z kilkunastu osób nie zareagował. Facet usiłował zerwać mi z głowy czapkę, a w trakcie szarpaniny o nią zaczął mnie lizać i podgryzać w ucho. Chwilę mi zajęło zanim go skutecznie odepchnęłam. Miał dobry metr 90 wzrostu i spora masę plus alkoholową nieśmiertelność. Ja mam metr 64.

 

Odór alkoholu. Smród. Obcy facet.  

 

Czułam się obrzydzona, przerażona, wściekła i zawstydzona jednocześnie.

Jestem pyskata i wyszczekana. Walczę o swoje prawa. Spełniam się zawodowo. Nie mam napadów lękowych ani postawy ofiary. Dlaczego pozbycie się tego nawalonego natręta było dla mnie takie trudne? Przecież powinnam sobie poradzić – szybciej, lepiej, sama nie wiem.

 

Facet wsiadł jeszcze za mną do tramwaju, lecz już na wejściu wpadł na jakiegoś mężczyznę, panowie zdążyli się zezwać od pedałów i chujów, a ów mężczyzna zdążył wyrzucić pijaka z tramwaju zanim ten ruszył z przystanku.

 

Dla ciekawskich, którzy lubią “badać każdy aspekt wydarzeń” i “analizować sytuację szerzej” :

  • miałam na sobie puchową kurtkę, kozaki, czapkę i szalik (była zima)
  • przystanek tramwajowy znajdował się w środku miasta
  • była godzina 9 rano
  • jechałam na zajęcia w ramach studiów podyplomowych

 

Czyli nawet wedle domorosłych, pojebanych moralistów nie jestem chyba odpowiedzialna za tą sytuację i jej nie sprowokowałam. Nikt mi nie pomógł, nikt tego pijaka nawet nie upomniał. Sorry, taki mamy klimat – najebany facet, który zaczepia ludzi o poranku to normalka. Poniosło chłopa, ojtam. A że laska coś tam krzyczy, że dosyć, że pomocy, lepiej zignorować, nie wieszać się.

 

I teraz najważniejsze – ja wiem, to nie był poważny, ani brutalny atak natury seksualnej. Nie był to gwałt, nie będę miałą po tym traumy, ani koszmarów. Jedynie incydent, który był nieprzyjemny, lecz ostatecznie nic naprawde złego się nie stało.

Tylko, że mnóstwo (jak pokazała akcja #metoo) kobiet doświadcza rzeczy o wiele gorszych, brutalniejszych i poważniejszych, a reakcja otoczenia jest taka sama, czyli żadna. Jeśli ja czułam obrzydzenie po opisanej sytuacji, co muszą czuć dziewczyny naprawdę skrzywdzone? Nie umiem sobie tego nawet dobrze wyobrazić.

 

Problem polega na tym, że kultura gwałtu, w której żyjemy cały czas ma się świetnie. Nikt nie uczy synów od najmłodszych lat, że nie przekracza się czyiś granic. Że się nie gwałci. Że słowo “nie” naprawdę nie ma innego znaczenia.

 

Nie uczymy też dziewczynek asertywności; każda z nas od dziecka słyszy, że dziewczynki są miłe, ładne i grzeczne – tak też nas wychowują.

 

Gdy dojrzewający nastolatek łapie koleżankę z klasy za tyłek TO JEST molestowanie, a nie okazanie sympatii lub komplement. Gdyby ta dziewczyna wiedziała, że ma pełne prawo reagować potrafiłaby się bronić wtedy i w przyszłości. Jednak możemy przeczuwać co usłyszy : że ma nie być przewrażliwiona, on się tylko droczy i chłopcy już tak mają. On ma w tym momencie SPOŁECZNE PRZYZWOLENIE NA POPEŁNIENIE PRZESTĘPSTWA jakim jest molestowanie seksualne. Trudna mu będzie potem zrozumieć, że gdy kobieta mu odmawia, to należy tę odmowę uszanować.

 

Gdy do mojej przyjaciółki chciał wrócić były chłopak, a ona odmówiła koleś to przyjął, po czym zacząć smędzić i jęczeć, jak to bardzo mu brakuje bliskości. Zaczął ją tulić i nie chciał puścić. Znają się ponad 10 lat, po rozstaniu mieli przyjacielskie stosunki, lecz ona ewidentnie odmówiła  TEGO rodzaju kontaktów. Opowiadała, że siedziała jak sparaliżowana, jak kamień i słup soli w jednym czekając, aż ten się odklei i pójdzie do wszystkich diabłów. Facet był grzeczny i kulturalny, ale i tak nie chciał uszanować postawionych przez nią granic – w końcu ON CHCE.

 

Mniej lub bardziej dramatycznych przypadków przekraczania granic i molestowania jest mnóstwo; wspominałam już kiedyś o wpisie “ulice strachu” na blogu Ahmeda Goldsteina i nie chcę tu kopiować jego twórczości, ani przedstawionych tam historii.

 

Niestety, praktycznie każda z nas ma własną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *