Incele, czerwona pigułka i śmiertelna nienawiść

Ostatnio głośno zrobiło się o środowisku Inceli – chociaż mim zdaniem poczynania tej grupy nadal są niedostatecznie monitorowane. Nienawiść, która prowadzi do śmierci to teoretycznie  nic nowego, lecz gdy staje się główną ideologia całkiem sporej społeczności, która się wzajemnie nakręca, może to przynieść przerażające efekty. O co chodzi z Incelami i ich nienawiścią wobec wszystkich kobiet świata?

Z nienawiści do kobiet

Mężczyzn nienawidzących kobiet mamy wokół siebie dość sporo – całe życie spotykamy szowinistów, kryptogejów, prawicowców albo katolickich księży. Jednak ta grupa jest zupełnie inna. Zacznijmy od wydarzeń z 24 kwietnia 2018, gdy niejaki Alek Minassian rozjechał 10 osób i ranił kolejne 15 na ulicach Toronto. Zamach terrorystyczny? Bynajmniej; napastnik określił to „buntem Inceli”. Jego wyczyn nie był odosobniony. W 2014 roku pan o podobnych poglądach, Elliot Rodger zastrzelił swoich współlokatorów, a następnie dwie studentki kampusu w Santa Barbara. To dwa najgłośniejsze zdarzenia, o których jednak szybko zapomniano. O co chodziło obu panom? Identyfikowali się jako członkowie grupy Inceli, czyli mężczyzn odrzuconych przez kobiety, w długoletnim celibacie (nie z własnej woli!), sfrustrowanych obecnym porządkiem świata. Incele nie potrafią nawiązać żadnych relacji z kobietami, dlatego obwiniają je o swoje życiowe niepowodzenia. Dalej jest jeszcze weselej – nowi członkowie społeczności online posługują się terminologią zerżniętą z Matrixa, czyli określeniem „czerwonej pigułki”, która otwiera oczy na nieporządek tego świata. Panowie wypisują, że kobiety, a raczej ich pochwy powinny być przydzielane im przez instytucje państwowe i należeć się „z urzędu”. Do tego kobieta musi być posłuszną dziewicą, znająca swoje miejsce. Ot, mokre sny o dominacji kolesi, którzy zapewne nie potrafią zwrócić uwagi własnemu sąsiadowi, że bije psa. Może to kolejni internetowi trolle? Niestety nie; skoro doszło już do zabójstw z powodu ów poglądów, trzeba je potraktować poważnie. Administratorzy Reddita, czyli  niejako wylęgarni bardzo ciekawych (choć niekoniecznie dobrych) zjawisk w sieci zamknęli forum Incei ze względu na szerzenie mowy nienawiści i nawoływanie do przemocy. Musiało być ostro, bo żeby tam dostać bana, trzeba się naprawdę natrudzić…

W internecie jednak nic nie ginie i pojawiają się kolejne fora lub strony, zazwyczaj o nazwach nawiązujących do kombinacji słów „redpill”, gdzie można podzielić się fantazjami o gwałtach i torturach na złych sukach (czyli praktycznie nas wszystkich), które nie zwracają na nich uwagi. Osobliwa grupa wsparcia, naprawdę…

Nasze realia

Czy i my powinniśmy się obawiać wysypu Inceli? On juz nastąpił; nie dalej jak dwa dni temu Facebook zablokował polską wersję fanpejdżu redpill, co jednak nie wyczerpuje tematu. Nasi panowie również nie radzą sobie w świecie, w którym tracą swoje dawne przywileje, a kobiety mają coraz mniej ich potrzebują. To rodzi frustrację, która często się przemienia w agresję. To w końcu oczywiste – nie ja jestem ofermą, tylko te wszystkie dziwki są pojebane i chcą jakiś kosmicznych rzeczy. Długo zanim poznałam nazwę „incel”, trafiłam na smutną twórczość niejakiego Marka Kotońskiego, który prowadził strony tupu „Samcze runo”, czy „Radio Samiec” + fora tematyczne, gdzie snuł wynurzenia o „gadzim mózgu kobiety” oraz konieczności brutalnej dominacji przez samca alfa.  Radził biednym samcom beta, jak przetrwać w świecie, gdy te suki i dziwki lecące na pieniądze chcą być sponiewierane przez prawdziwych brutali, a także jak zacząć być tym brutalem. Bardzo mnie ciekawi, jak autor, który często używa sformułowania „wszystkie kobiety” zdołał je poznać – mówimy wszak o połowie populacji prawie 40 milionowego państwa!

Doświadczenia

Bo zastanowieniu doszłam do wniosku, że i ja spotkałam kilku potencjalnych Inceli, choć  wtedy nie wiedziałam, że mogą stanowić jakąś zorganizowaną społeczność. Co ciekawe, miało to miejsce na wyższej uczelni i humanistycznym kierunku. Młodzi, pozornie normalni kolesie mieli problem z tak podstawowymi czynnościami, jak odpowiedzenie „cześć” koleżance z roku, praca w mieszanej grupie, czy odpowiedzenie na pytanie dotyczące zajęć, jeśli prowadzącym była kobieta. To jednak było coś więcej niż nieśmiałość, w ich unikach i burczeniu pod nosem było czuć niechęć i złość. Później, już na korytarzu udzielali sobie wsparcia – jak on ma rozmawiać z kobietą, z BABĄ, no jak???? Drugi wchodził od razu w rolę pocieszyciela, mówiąc, że stary, jakbyś ją wyruchał i pizgnął to od razu by się jej tego egzaminu odechciało. Super. W dwójkę, w kącie korytarza byli naprawdę mocni w gębie. Nie raz było słychać ich rozmowy, gdy obgadywali jakiś swoich znajomych. Ktoś znalazł sobie dziewczynę? Dobry chłopak na zmarnowanie poszedł. Nic już z niego nie będzie. I jeszcze taka zła kobieta, bankowo się puszczała bo ma na fejsie zdjęcia z dwóch imprez, wiadomo, co tam robiła.

Śmiać się, czy płakać?

Niestety płakać. Liczba rozchwianych emocjonalnie i sfrustrowanych mężczyzn niepokojąco rośnie. Jeśli dodamy do tego przyzwolenie na odradzający się faszyzm i ogólną przemoc na ulicach, możemy sobie wyhodować coś, nad czym ciężko będzie później zapanować. Przesadzam? Pogrzebcie w sieci, zobaczcie sami. Są nawet grupy popierające dawne zbrodnie Pękalskiego, czy „Skorpiona” Tuchlina – co oni winni, że te babska im tak bezceremonialnie dupy odmawiały, każdy by się w końcu wkurwił.

Uważam, że na każdy taki przejaw nienawiści trzeba żywo reagować, bo samo pisanie #metoo na tablicy wszystkiego za nas nie załatwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *