Dobieranie kochanków

kochanek z dziarą

Obie płcie i wszystkie orientacje kierują się innymi kryteriami przy doborze kochanków, a innymi przy wybieraniu potencjalnego partnera. Dziś kilka słów o tej pierwszej kwestii.

Szarpałbym jak Reksio szynkę

Nie odkrywam Ameryki pisząc, że pobudki, jakimi się kierujemy podczas doboru potencjalnych kochanków są zgoła inne niż podczas castingu na drugą połówkę, choć oba schematy obfitują w niezwykle ciekawe punkty.

Przede wszystkim, gdy ktoś nas pociąga, a z różnych względów nie zamierzamy się z nim wiązać (bo w sumie jesteśmy już w związku, mamy traumę po poprzednim, obiekt pobudzający libido głosuje na Korwina, etc.) odpuszczamy sobie praktycznie WSZYSTKIE zasadnicze pytania, jakie byłyby istotne przy sprawdzaniu potencjalnego partnera. Przestaje nas obchodzić jego lub jej:

  • wykształcenie
  • stan cywilny,
  • praca i zarobki
  • kontakty rodzinne
  • wyznanie
  • poglądy polityczne
  • długi i zobowiązania
  • nałogi
  • a czasem nawet umiejętność poprawnego trzymania noża i widelca

Brzmi strasznie? Nic więcej nad szarą rzeczywistość. W ten sposób całkiem ogarnięci faceci sypiają z idiotkami o sztucznych rzęsach i paznokciach, a wykształcone kobiety z bezrobotnymi, lecz aspirującymi prawie- artystami i pracownikami wszelkiego rodzaju magazynów.

Podobać ma się ich fizyczność, ma działać chemia i przyciąganie, wtedy nie zadaje się zbędnych pytań – żeby nie słyszeć kretyńskich, jeżących włos odpowiedzi. Nie analizujemy, czy ją lub jego polubi mamusia, czy można mu wierzyć, czy czy się sprawnie dogadujemy, czy ma dziarę na czole, czy na dupie, czy płaci alimenty i tak dalej.

Chuć – zaspokojenie – powrót do codzienności.

Kto powiedział, że nie jesteśmy zwierzętami..?

Kochanek a reszta świata

Złotą zasadą powinno być izolowanie takich kochanków od swojego otoczenia, ponieważ nieunikniony staje się szok kulturowy. Pod tym względem prościej mają jak zwykle panowie, ponieważ gdy pojawią się w towarzystwie urokliwej, lecz głupiutkiej towarzyszki, wszyscy pokiwają głową ze zrozumieniem. „Wąska w pasie, dobrze pcha się” jak rapował któryś uroczy młodzieniec w świecącym dresie, wszyscy czają. Gdy wykształcona kobieta z dobrą pracą przyprowadza murarza, wiecznego studenta, czy jakiegoś prymitywa wszyscy się dziwią – wszak w ogólnym postrzeganiu kobiety nie lecą aż tak na dobry seks. To jednak teoria bardzo oderwana od rzeczywistości.

Złotą zasadą praktykowaną przez wielu jest konsekwentne unikanie spotkań kochanek i kochanków z gronem znajomych, a już szczególnie członkami rodziny. Nie bez powodu od pokoleń kochankowie z reguły się ukrywają. Kto próbuje inaczej, zazwyczaj szybko żałuje.

Widziałam takiego przyprowadzonego kochanka, który nie potrafił normalnie usiąść przy stole (usiadł po turecku na krześle, z butami na obiciu), ani poprawnie trzymać widelca, a rozmowę zaczął od informacji, że „robi w targach”. Wstyd?

Widziałam laseczkę, która nie dość, że nieznośnie przeciągała sylaby („heeeeej jestem Daaaajaaanaaaa”), to nagle postanowiła coś udowodnić i zaczęła podrywać przyjaciela ów kochanka przy jego drugiej połówce.

W drugą stronę też to działa – nie chodź na spotkania towarzyskie kochanka. Szansa, że odnajdziesz się w tym gronie jest znikoma. Chociaż znam wypadek, gdy towarzystwo głupiego kochanka okazało się całkiem ogarnięte, a mądra kobieta szybko wyciągnęła z tego wnioski, zmieniła kochanka na innego, poznanego na miejscu plus zyskała babską bratnią duszę. To jest dopiero dublet.

Ponadto kochanek zbyt często zabierany „do ludzi” może sobie szybko pomyśleć za dużo, a przecież właśnie tego należy bezwględnie uniknąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *