Do kogo należy moja macica

Spór o ustawę pro lub anty aborcyjną wszedł w nową fazę, co zapoczątkowało nową lawinę wzajemnych oskarżeń, wyzwisk i ogólnej niechęci. Popadamy w wojnę ideologiczną, która niszczy wieloletnie znajomości, kompletnie zapominając o najbardziej podstawowej kwestii – nikt nie ma monopolu na prawdę i rację.

Mój wybór kontra dzieci nienarodzone

Zacznijmy od tego, w jaki sposób przebiega cała ta debata. Mało tam merytorycznych wypowiedzi i szacunku dla rozmówcy, dużo uprzedzeń i szkalowania. Grupy pro-choice słyszą, że są mordercami wzorującymi się na Adolfie Hitlerze. Grupy pro-life są nazywane nawiedzonymi kato-talibami.  Nikt ie chce usłyszeć drugiej strony, nie mówiąc już o jej wysłuchaniu. Nie da się prowadzić debaty publicznej (czy jakiejkolwiek) bez zachowania elementarnych zasad kultury, czy szacunku dla opozycyjnej strony. Bardzo chciałabym zobaczyć dyskusję, nie wylewanie wiadra pomyj. Argumenty, nie kilka znanych nam na pamięć sloganów, którymi się nieustannie zasypujemy.

Rozmowa o samej aborcji jest niezwykle trudnym tematem i ja też nie chcę wchodzić w słuszność jej wykonywania lub potępiania. Dlaczego? Bo sumienie mam tylko jedno – swoje. Nie dysponuje sumieniami, uczuciami religijnymi i poczuciem sprawiedliwości ponad 40 milionów Polaków. Nie mam prawa im narzucić mojego punktu widzenia jako jedynego, słusznego i prawidłowego. Za każdym razem, gdy potępię kogoś w myślach, staram się przypomnieć, że on też ma prawo do swojego zdania.

Jednak z tego, co widzę to jest bardzo osamotniony punkt widzenia. Nikt nie chce przyjąć tłumaczenia, że wspieram WYBÓR, nie zaś wykonywanie zabiegów. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nie wiem, co bym zdecydowała, jednak mam prawo decydować o własnym

1.SUMIENIU

2. CIELE

i nie narzuci mi tego żadna partia polityczna, ani grupa wyznaniowa. Jednocześnie, ja nie chcę narzucić swoich pomysłów komuś.

Nie chcę zmuszać matek noszących chore dzieci, aby usuwały ciążę. To nie jest moja sprawa.

Nie mam prawa zmuszać kobiet biednych lub wielodzietnych do aborcji. To nie są Chiny Ludowe.

I wcale nie chcę tego robić.

Jednocześnie nie zgadzam się, aby ktokolwiek uzurpował sobie prawo decydować za mnie, co powinnam w takiej sytuacji zrobić. „Nie chcesz aborcji? To jej sobie nie rób” – proste, lecz dla wielu całkowicie nie do zrozumienia.

 

Zmuszanie do heroizmu to tortura

I nie skończy się niczym dobrym. Myślenie życzeniowe, że jak czegoś zakażemy lub nie będziemy o tym mówić, to przestanie istnieć jest idiotyczne. Czy nastolatki przestaną uprawiać seks bo ikt ich na ten temat nie edukuje? Czy ludzie przestaną pić, gdy wprowadzimy prohibicję? Czy nikt nie pali nielegalnej i ściganej Marihuany?

Kobiety w lepszej sytuacji finansowej zrobią i tak, co chcą – w podziemiu lub za granicą. Te, które nie mogą sobie na to pozwolić, uciekną się do metod niebezpiecznych. Będzie z tego wiele zgonów i tragedii. W Polsce spadnie dzietność, ponieważ nikt rozsądny nie zaryzykuje swojego życia i zdrowia w momencie wprowadzenia tak restrykcyjnych przepisów.

Nie rozumiem też, jak ludzie, którzy nazywają siebie „obrońcami życia” tak szybko tracą tym życiem zainteresowanie. Niemowlę skazane na kilka tygodni cierpienia przed pewną śmiercią już nie leży w kręgu ich zainteresowań, podobnie jak szczątki płodów z poronień, którym kościół katolicki odmawia pochówku. Nie interesuje ich także życie samych kobiet, które może być zagrożone. Czy w momencie zajścia w ciążę przestaję być istotą żywą, równą w świetle konstytucji i staję się inkubatorem?

Słyszałam też, że nie powinnam tak uważać, bo matka mogła mnie wyskrobać ze względu na wadę płodu i tego nie zrobiła.

Ale miała wybór. Do dziś uważa czas ciąży i poród za najgorsze i najbardziej traumatyczne doświadczenie swojego życia i wszystkim odradza posiadanie dzieci. Ma się cieszyć, że przeżyła i nie wchodzić w szczegóły?

Wkurwia mnie pani Zawadzka, podająca się za przedstawicielkę środowiska feministek, gdy pierdoli na antenie „To, czy mam dzieci, to moje osobiste pytanie, Na pewno 6 stycznia dokonałam aborcji”. Mam ochotę ją walnąć w tę na pół ogoloną głowę.

Wkurwia mnie też pani Godek, która w sejmie rzekła „Kobieta z Salwadoru, która dostała wyrok 30 lat więzienia za poronienie wyszła już po 4 latach”. Super. Gdy poronię długo wyczekiwaną ciążę i wyląduję za to w pierdlu, też się będę cieszyć, że mnei wcześniej wypuszczą. Normalnie jak w żartach o Stalinie – A MÓGŁ ZABIĆ.

Marzę o państwie, w którym rząd nie biega ostentacyjnie po kościołach celem zdobywania kapitału politycznego, w którym praktykowanie dowolnej religii jest kwestią osobistą, podobnie jak sprawy sumienia. Nie mamy prawa do niczyjego sumienia i nikt nie ma prawa do naszego.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *