Ciągle mijamy się… i już się raczej nie spotkamy

Kilka lat temu piosenka „Ciagle mijamy się” niejakiej pani Grzeszczak leciała w każdym radiu. Dalej szło „zrobię największy błąd, gdy się zjawisz a ja powiem że to nie to”. Tak, mijamy się, ale największym błędem okazuje się właśnie spotkanie na wspólnej drodze, nie decyzja, że to nie to. Kobiety i mężczyźni całkowicie się mijają i przy obecnych wiatrach wszystko wskazuje na to, że szybciej wymrze ten naród, niż się spotkamy.

Dwa bieguny

Nie odkryję Ameryki pisząc, że spora część mężczyzn kompletnie nie radzi sobie ze związkami i relacjami damsko- męskimi w obecnych realiach. W ostatnich dwóch dekadach sporo się zmieniło; w wielu kwestiach równouprawnienie nareszcie stało się faktem, a panie korzystają z tego pełnymi garściami. Mamy w kraju więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn, przy czym ta tendencja cały czas rośnie. Kobiety wychowane przez matki dotknięte jeszcze poprzednim modelem rodziny, opartym na patriarchacie i poświęcaniu się wyniosły z domu wiedzę, że MUSZĄ mieć swoje pieniądze i zachować niezależność, aby nie powtórzyć losu tej udręczonej matki. Nie chcą też męża/partnera na wzór ojca-kanapowca, przywykłego do stałej obsługi.

Te, które nie mają złych wzorców z domu i nie mają misji pt. „ja zrobię odwrotnie” też zmierzają ku temu samemu, bo bardzo mocno zmieniła się nasza obyczajowość, warunki życia i wychowanie dziewczynki już się nie skupia na uczeniu jej wstydu i posłuszeństwa.

Kobiety zdobywają świat, na ile chcą – dla jednych jest to kierownicze stanowisko za miliony monet, dla innych wychowanie dziecka wedle własnych, nie narzuconych przez rodzinę zasad. Podróżują, biorą udział we władzy, same organizują własne życie.

Mityczne życie małżeńskie nie jest już dla większości spełnieniem marzeń. Jedne mają znalezienie męża na liście typu „to do in next year”, inne w ogóle z tego rezygnują. To w większości nie jest niechęć do instytucji małżeństwa samej w sobie lub nienawiść do niemowląt, lecz brak właściwych kandydatów to stworzenia rodziny.

Można zastanowić się, jak to możliwe, skoro mamy tylu samotnych mężczyzn. Lecz one nie chcą chłopa po to, aby był. Nie chcą też księcia z bajki, milionera o twarzy znanego aktora, jak zarzuca im wiele publikacji. Chcą kogoś, z kim się mogą dogadać, zwyczajnie i po ludzku. „Dogadanie się” zakłada partnerstwo i równą pozycję – i tu właśnie zaczyna się problem….

Orły, sokoły, herosy

Współcześni panowie byli bowiem chowani przez te same, umęczone i sfrustrowane matki, które nie zawsze miały siłę, aby tłumaczyć młodemu, że ojca już nie oduczy, ale jego nie dotyczą te same zasady. Spora część była dosłownie obsługiwana, ich gacie magicznie trafiały czyste i złożone do szafy, talerze znikały z biurek, a jedzenie pojawiało się w lodówce drogą boskiej ingerencji.  Rośli w przekonaniu, że u mamy najlepiej i że nikt tak nie zadba o ich dobro. Miłość do matki i dobre relacje w domu są oczywiście bardzo ważne i ani myślę je potępiać – jednak miłość mamusi do syneczka okazywana poprzez służenie i wyręczanie, w ogólnym rozrachunku zniszczy mu życie zamiast je usłać różami.

Dlaczego? Otóż dla reszty świata synek nie jest bóstwem i nikt inny nie będzie chętny na wakat jego służącej. Synka czeka ostre zderzenie z rzeczywistością. Są mężczyźni, którzy potrafią się w takim momencie szybko otrząsnąć, lecz to wyjątki.

Taki koleś spotyka kolejne laski, które nie chcą podawać mu gotowizny pod pysk i najpierw narzeka na pecha, a potem zaczyna powoli nienawidzić w ogóle wszystkich kobiet, uważając, że to one są odpowiedzialnie za jego niepowodzenia i samotność.

 

Każdy, kto jest przyzwyczajony do pewnych przywilejów i nagle je traci, przeżywa rodzaj szoku lub buntu. To się właśnie dzieje dzieje obecnie w naszym społeczeństwie i na naszych oczach. Faceci zrzuceni z piedestału słabo odnajdują się w nowej rzeczywistości, w której nie jest już potrzebny sam fakt ich obecności. Nie przywykli do wymagań, ani sprzeciwu, nie przynależy im też już żaden rodzaj posłuchu z samego powodu posiadanej płci (w tym momencie oczywiście nieco generalizuję, sama znam także inne jednostki).

Kryzys przeżywany przez panów jest na tyle duży, że jego efekty odczuwa całe nasze społeczeństwo i widać je każdego dnia.  W siłę rosną organizacje, których cele statutowe mocno uderzają w prawa kobiet. Politycy w ostatnich 3 latach przestali zupełnie uważać na to, co mówią i wychodzi z nich szowinizm, a także jawna nienawiść. Ubliżają kobietom (z przeciwnej partii lub wszystkim w naszym kraju, różnie bywa) z sejmowej mównicy, w dowolnej telewizji wprost mówiąc, że uważają je za macice na obcasach i domowe maszyny, a nawet chcą na powrót odebrać im prawa wyborcze. Jeszcze pięć lat temu tego rodzaju wystąpienie byłoby nie do pomyślenia, teraz jest na porządku dziennym.

Mnóstwo młodych mężczyzn kompletnie zdewociało i usiłują być świętsi od własnych babek – oczywiście tylko w wybranych i wybiórczych aspektach życia. Nie od tego jest przecież religia żeby przestrzegać jej zasad, tylko żeby nimi uprzykrzać czyjeś życie.

Wielu wstępuje do organizacji lansujących się jako paramilitarne, lecz zamiast uczyć się tam strzelać, są poddawani praniu mózgu. Wrzeszczą potem, że chcą umierać za ojczyznę, a nie potrafią zwrócić uwagi sąsiadowi, który bije psa (tekst Magdy Cieleckiej, bardzo trafny).

Gdy Cię molestuje, poproś grzecznie o szacunek

To akurat tekst z pewnego podręcznika dla podstawówek, o którym zrobiło się bardzo głośno  w ostatnich dniach. Uczą tam trzynastolatków, że zwierzęcy popęd seksualny chłopca jest normalny i nie wolno go prowokować, no chyba, że chcesz być „dziewczyną dyspozycyjną”. Oprócz tego, nie wolno reagować ostro na napastowanie seksualne, lecz grzecznie i miło poprosić o szacunek.

Dlaczego o tym wspominam? Autorami tegoż dzieła jest kilku mężczyzn w tym ksiądz (ten ostatni chyba tam opisał po prostu zbiór własnych fantazji). Autorami wszystkich treści upominających kobiety, gdzie ich rzekome miejsce i ustaw godzących w podstawowe prawa człowieka są mężczyźni, którzy tęsknią za dawnymi porządkami. Siejąc propagandę o tak zwanych porządnych dziewczynach i feminichach z ogolonymi głowami rozpaczliwie chcą zmusić kobiet do powrotu na dawne tory.

Dla takich jest kilka rozwiązań – mogą zostać incelami, albo ożenić się z kobietą z jeszcze bardziej patriarchalnej kultury, dla której  taki odpał będzie normalny.  Kobiety, które już podjęły trud zawalczenia o swój los i uważają szeroko pojętą wolność osobistą na to nie pójdą. Samotność jest lepsza od użerania się.

Nieprawdą też jest myślenie, że zjawisko dotyczy wyłącznie młodych osób. Mnóstwo kobiet w tak zwanym średnim wieku rozwiodło się z mężami po kilkunastu latach, bo chciały wreszcie zacząć oddychać. Nie miały romansu, tylko dość fochów Janusza. Wiele z nich już nigdy nie wejdzie w żaden związek, bo relacje z mężczyzną kojarzą wyłącznie z bezsensownych poświęceniem w imię niczego.

Dlatego, wracając do tytułu tego wpisu, ciągle mijamy się i wątpliwe, czy się kiedykolwiek spotkamy. Dopóki mężczyźni w tym kraju nie dorównają kobietom, nie będzie wzrostu liczby rodzin, ani urodzeń, o co tak zabiegają kolejne rządy. Zamiast dawać socjal, edukujcie facetów, żeby i oni w końcu znaleźli się w XXI wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *