Bił ją bo zasłużyła

przemoc

W XXI wieku, czasach wspaniałych osiągnięć, gdy każdy może zostać magistrem, hipsterem, Popkiem lub sprzedawcą luksusowych gadżetów erotycznych, gdzie ludzie spierają się o istnienie granic wolności osobistej, narasta na nowo problem przemocy. Jest to zarówno szeroko pojęta przemoc społeczna, jak i przemoc wobec kobiet. To, co powinno zostać dawno wyplenione ze zwyczajów i zachowań ludzi, któży uważają się za cywilizowanych powraca ze zdwojoną siłą. Tylko dlaczego?

Przemoc to niemoc

Jeszcze 3-4 lata temu problem przemocy nie był aż tak jaskrawo widoczny, jak obecnie. Raz w roku oglądaliśmy we wiadomościach zadymę z okazji 11 Listopa,a plus czasem słyszeliśmy wstrząsające reportaże o rodzicach znęcających się nad dziećmi lub mężu pastwiącym się nad żoną, Takie rzeczy działy się zawsze i zmiana ustroju lub dostępnej techniki nigdy nie determinowała ich występowania bądź braku. Jednak z niepokojem patrzę, że zamiast rozwijać się dalej, to się cofamy. Coraz częściej na każdym kroku stykamy się przemocą w najróżniejszych rodzajach i na rozmaitych tłach. Coraz więcej jest pobić na tle rasistowskim, z powodu przynależności do innego fanklubu piłkarskiego, będących następstwem picia wódy, bo się ktoś patrzył, bo miał inne poglądy…

Czytałam ostatnio artykuł o problemach „starych rynków” różnych miast, które stanowią nocna imprezownię. W ostatnich 4 latach wzrosła ilość aktów wandalizmu w tej okolicy, interwencji policji, bójek (do połączenia wódki i bójek jeszcze wrócimy) a także agresywnych zaczepek. Problem przemocy nie dotyczy tylko środowisk patologicznych i biednych; prawnicy, lekarze, studenci, politycy (kłaniamy się, panie Piasecki) i programiści bija się tak samo jak Seba spod bramy. W efekcie narastania problemu przemocy, centra miast stały się zwyczajnie niebezpieczne.

Narasta przemoc wobec kobiet. Rząd likwiduje finansowanie Niebieskich Linii i centrów pomocy ofiarom przemocy domowej. Z powodów, które za chwilę postaram się zanalizować coraz młodsi mężczyźni (już nastolatkowie) odczuwają agresję wobec płci przeciwnej, nawet nie mając z nią jeszcze za dużo wspólnego. Obecna władza, powołując się na rzekomą tradycję katolicka i inne bzdury marginalizuje kobiety, odbiera im po kolei podstawowe prawa i regularnie obraża.

1. Wódka i bójki

Termin stworzony przez moją znajomą w chwili oburzenia na faceta, który wrócił z imprezy z czaszką wymagającą szycia. Mnóstwo ludzi obu płci dostaje napadów agresji po spożyciu alkoholu. Co ciekawe, większość ma problemy właśnie po piciu wódki. Jedna z moich koleżanek pod jej wpływem za każdym razem zaczynała krzyczeć i uciekać – inne alkohole nie budziły w niej takich instynktów. Kolegów i znajomych płci męskiej, którzy MUSIELI się wdać w bójkę lub chociażby awanturę pod wpływem nawet nie policzę. Dwójka moich kuzynów postanowiła raz rozwiązać alkoholowy spór za pomocą bicia się krzesłem. To była nasz ostatnia wspólna impreza. Wiadomo, wóda ryje banie, sama nie raz robiłam różne rzecz pod jej wpływem, lecz nigdy nie były niebezpieczne dla otoczenia. Podobnie, z jakiegoś powodu wszyscy znamy kawały o bójkach po tradycyjnych, polskich weselach, o sztachetach wyrwanych z płotu i szwagrach bez zębów. Czy wyciągamy z tego wnioski? Absolutnie nie.

Wódka skłania też do robienia łzawych scen i dramatów. Znam kilka osób, dla których impreza się nie liczy, jeśli nie zakończy się płaczem, krzykiem i dramą. Taki fetysz…?

Pijackie awantury to kolejny przejaw alkoholowej agresji. Kto nigdy nie wszczął lub nie wziął w takiej udziału, niech pierwszy rzuci butelką. Po pijaku uwielbiamy sobie wykrzykiwać prawy oczywiste i krzywdy sprzed lat – co kto komu zrobił, czyja matka to dziwka, czyja laska to wariatka, krzyczymy rzeczy bez sensu i ładu, a czasem nad wyraz prawdziwe („czekam 8 lat aż tez związek zmieni się w poważny i przez Ciebie cały czas nie mam dzieci”). Spotykałam już ludzi, którzy w ramach pijackich awantur wychodzili z mieszkania oknem w samych gaciach (był środek zimy), a sama raz wytłukłam szybę w drzwiach celem wydostania się z zatrzaśniętego pokoju. Szkło, krew, wódka i demolka – jaki to piękny, swojski widok.

2. Jak się baby nie bije to jej wątroba gnije

Przemoc w rodzinie może mieć także sprawcę- kobietę, co zdarza się rzadko, ale jednak. Niestety przypadki te nie są zazwyczaj zgłaszane – nie dość, że praktycznie żaden policjant nie przyjmie zgłoszenia o żonie znęcającej się nad mężem, to chłop zostanie wyśmiany i poniżony. Ciężko mówić o zjawisku, gdy brak danych. Za to przemoc wobec kobiet, czy jak to nazywają szowiniści „radzenie sobie z nimi” jest niestety mocno wpisana w naszą kulturę. Jednocześnie, procesy demokratyzacji, globalizacji i ogólne wyrównanie szans różnych grup społecznych mocno je złagodziła i latami szliśmy już ku lepszemu. Niestety, polityczna sinusoida się odwróciła i obecnie na fali są pomysły „tradycyjne”, czyli uderzające w podstawową wolność człowieka. Coraz młodsi chłopcy fascynują się rzekomym, krzywo przedstawionym patriotyzmem (?), w myśl którego mają prawo narzucić drugiej osobie swój światopogląd.

Agresja to nie tylko bicie żony bo zupa była za słona, może mieć także formę werbalną, czy ekonomiczną. Przeraża mnie ilość wpisów w internetach o tym, jak trzeba trzymać babę krótko, że jej miejsce jest przy garach, o tym ,że kobiety są głupie, nie myślą samodzielnie, powinny się słuchać pana, sratatata. Ci ludzie piszą to z przekonaniem i złością. Tymczasem, fakty są zupełnie inne – mamy więcej wykształconych kobiet, niż mężczyzn, warunki ekonomiczne zmuszają wszystkich do pracy na równych zasadach.

Może właśnie to jest przyczyną narastającej męskiej agresji wobec kobiet? Gdy zabrano im przyzwolenia na czucie się panem, okazało się, że nie potrafią już sobie tak dobrze poradzić? Większość współczesnych mężczyzn zachowuje się, jakby coś im odebrano. Życie w świecie, który już nie chce dawać przywilejów za sam fakt posiadania penisa okazuje się zbyt trudne.

 

Niewinne początki

Zauważyłam, że klasyczna przemoc w postaci rękoczynów to jedynie początek. wiele z nas znosi każdego dnia agresywne zachowania mężczyzn i nawet ich nie analizujemy, przyzwyczajone do złego, lecz jednolitego stanu rzeczy. Przemoc następuje również gdy partner:

  • powtarza że jesteś głupszy, brzydszy i bez niego sobie nie poradzisz ( „a do czego niby doszłabyś beze mnie?”, „znajdę sobie kogoś i odejdę to w tedy zobaczysz”, „myślisz, że ktoś inny Cię zechce?”)
  • mówi, że Twoja rodzina i przyjaciele to idioci i żąda zerwania z nimi kontaktów
  • kontroluje – dzwoni i sprawdza, gdzie jesteś, co to za odgłosy w tle, żąda rachunków, ile wydajesz, przegląda Twój telefon itp.
  • ingeruje w wygląd – zaczyna się zazwyczaj od niewinnych sugestii typu zmiana koloru włosów, które przybierają na sile, jakby celowo chciał zupełnie zmienić osobę, którą poznał pod wytwór swojej wyobraźni.
  • krytykuje wszystko – sposób gotowania, ubierania się, sprzątania, podjętą pracę i kompetencje. Nie można go zadowolić.
  • upokarza publicznie. Niektórym to sprawia ewidentną przyjemność.
  • zabiera lub wydziela pieniądze – dotyczy to szczególnie kobiet świeżo po porodzie. Większość sprawców przemocy wykorzystuje ten moment osłabienia partnerki by poprzez kontrolę finansów podporządkować sobie resztę.
  • podejrzewa o zdrady, spiski, kradzieże (we wspólnym domu, tak) i niecne zamiary. On wie, że jesteś winna.
  • narzuca swój światopogląd lub religię

I co, ile z Was chociaż raz spotykało się z przemocowym gościem? Pewnie każda. Bardzo to przykre.

 

w tym miejscu chciałabym zachęcić do poczytania wpisu na blogu Ahmeda Goldsteina „Ulice strachu”. Poruszył bardzo istotną kwestię agresji słownej i molestowania, do którego przywykłyśmy i często nawet już ze zjawiskiem nie walczymy, usiłujemy tylko uciekać. Musze przyznać, że zdziwiłam się tak wielką skalą tego zjawiska, które przecież i mnie dotyka. Ja też boję się przejść obok grupki mężczyzn stojących pod sklepem, bo wiem, co od usłyszę i wiem, że będę tak naprawdę bezradna – bo nie mam przewagi fizycznej.

Najgorsze jest to, że wstydzimy się mówić o doznanych krzywdach, czy przemocy, bo u nas nadal stygmatyzuje się ofiarę, nie sprawcę. To ona go sprowokowała, za dużo gadała, nie wywiązała się z obowiązków, i tak dalej. Afera radnego Pisu pokazuje to bardzo wyraźnie – ludzie doszukują się ukrytych motywów działania ofiary, rzekomej chęci osiągnięcia korzyści majątkowej zamiast spojrzeć na to jasno – facet jest zwyrolem i popełnił przestępstwo. Podobnie, jak gwałci gwałciciel, a  nie krótka sukienka, bije  i znęca się sprawca, nie za słona zupa.

Tymczasem wstydzimy się, bo wiemy, że to my będziemy w pierwszej kolejności poddane ocenie. Gdy miałam 16 lat, wielbiciel – stalker skręcił mi kostkę i też wymyślałam historie o upadku na schodach, bo się wstydziłam. Może mówiłam „nie” za mało wyraźnie? Może za długo patrzyłam mu w oczy? Byłam tak młodziutka, a już wiedziałam, jak działają zasady tej pojebanej gry.

Jesteś winna, bo się dałaś. I najgorzej, jak powie Ci to druga kobieta.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *